Opowiadania
Pierwsze opowiadanie niestety nie bierze udziału w konkursie. Jego autor jest współorganizatorem LPP.
|
Dzień pierwszy |
Kolejne opowiadania uczestniczą w konkursie.
|
Moje pierwsze spotkanie z grą Battlefield nadeszło nieoczekiwanie.Pamiętam to dokładnie, jakby to było wczoraj. Miałem w tedy 11 lat (dziś mam 16). Szykowało się kolejno nudne popołudnie spędzone u rodziny na wspólnym grilu. Jedyną dobrą stroną mojej wizyty u wujka był komputer na którym dało się grać w miare normalne gry jak na temten rok. Wszedłem dumnie do pokoju w którym się on znajdował, lecz od razu spotkałem się z rozczarowaniem. Jeden z moich kuzynów zajął sprzęt, pozostało mi tylko patrzenie na to jak on gra. Lecz pierwszy raz, sprawiło mi to frajdę. Grał on w grę wojenną, tak to był battlefield 1942. Czołgi, samoloty, łodzie, samochody i piechota. Było tam dosłownie wszystko. Z zasafcynowaniem patrzyłem na jego wyczyny w powietrzu które wykonywał na joustiku. W końcu po 20 minutach obserwowania kuzyn zaproponował mi grę. Oczywiście moja odpowiedź była pozytywna. Pierwszy pojazd do którego wsiadłem był Sherman czyli czołg(heh..zabawne specjalizacja pozostała do dziś(czołgista)). Z zadowoleniem rozwalałem piechotę, później APC, a następnie czołgi. Wychodziło mi to bezbłędnie. Po kilku minutach jeżdżenia czołgiem zdecydowałem się na samolot, po starcie od razu wbiłem się w drzewo, postąpiłem w tedy jak dzieciak(bo nim przecież byłem) i wyłączyłem grę, po czym odpaliłem inną, Colina McRally 2. Gdy nadszedł czas powrotu do domu postanowiłem zawinąć kuzynowi płytkę z demkiem BFa. Grałem, grałem i grałem na singlu aż minęło pół roku. Aż w końcu postanowiłęm pyknąć przez neta. Ale to było oczywiście niemożliwe na grze demo. Postanowiłem więc ubłagać moją mame na kupno BFa w pełnej oryginalnej wersji. Udało się. Odpalam ..i już od razu nerwy..PATCHE! Minął dzień ściągnałem wszystkie patche. Wbiłem na publica i zacząłem ostro ciorać. Trwało to jakieś 4 miesiące aż na jednym z serwerów poznałem Fanga (Dezertera który był kiedyś graczem eXavs). Bardzo często razem graliśmy. Aż w końcu zakomunikował mi że zaczyna grać w klanie. Zazdrościłem mu, lecz wiedziałem że z moim młodym wiekiem nie uda mi się nigdzie dostać. Pozostało mi skłamać.. i gdzieś się podłączyć.. Pierwszym klanem był PKT. Byłem przerażony, nie dość że prezentowali o niebo lepszy poziom gry od mojego, to byli o wiele starsi. Oficjalnie miałem 13 lat. Pozwolili mi zostać, lecz w ich akademii, z możliwością przebicia się do ich głównej 8. Wiele im zawdzięczam, powiedzieli mi co i jak.. grałem u nich około 3 miesiące. Później zaczęli się rozpadać więc postanowiłem po prostu bez słowa..uciec. W tamtych czasach KILLER.pl dziś Pitek
|
|
Miano me z pewnością sprowadza jego interpretatora na tory historii słynnego amerykańskiego żołnierza z filmów, nie jest to absolutnie zły trop. Jakże znakomitym był żołnierzem, takim też i ja chciałem być. W ten sposób przysposobiłem sobie nick Rambo, aby jednak odróżnić mnie od innych jegomości, równe mi miano przybierający, dodałem na końcu "!". Ostatecznie Rambo! się zwałem, jako którym potknąć się o mnie można po dziś dzień. Czy to wyobraźnia czy moc filmów obejrzanych? Tak czy inaczej dopiero co zainstalowawszy Battlefielda - czerpiąc inspirację z jednego z powyższych - przenieść się za chwilę miałem na krwią niegdyś skąpaną plażę, kontentując się imaginowaniem mającego się właśnie nadarzyć piekła, przez liczne huki, artyleryjskie salwy i niezatrzymany grad śmiercionośnych pocisków z karabinów maszynowych wykreowane. Taką była niewątpliwie plaża Omaha, o bojownikach której wielu opowieści snuło i snuje po dziś dzień. Niezapomnianym zdarzeniem była pierwsza moja wizyta na tej plaży. Zastanawiając się wciąż czym są tajemnicze boty, doczekałem się na moim wcześniejszym już wtedy nadszarpniętym zębem czasu komputerze załadowania mapy, trzeba Ci wiedzieć czytelniku, że zabrać mogło to nawet pięć minut. W duchu patriotyzmu rozpocząłem pierwszy podbój dobrze bronionej góry jako żołnierz amerykański. Pierwsza profesja? Nie sposób to zapamiętać, przypuszczenia jednak karzą rzec, że był to assault lub medic. Od razu pojawił się problem: mając mapę przed oczyma świata nie podbiję, jak więc do gry dołączyć? Respons otrzymałem szczęśliwie przed końcem rundy, używając niezawodnej metody prób i błędów. Dumnie trwałem więc na pokładzie dużego statku, kontemplując nad możliwością jego bojowego wykorzystania. Zaiste szybko z rozmyślań zostałem wyparty, albowiem wskoczyłem na pustą łódź desantową. Tak, dokładnie w takich samych tłumnie los swój wieńczyli na niemiecką siłę desantowcy amerykańscy wystawieni. Dlaczego jednak ona nie rusza? Wsiadłszy do niej jedynym wykonywalnym manewrem był obrót horyzontalny głowy, co jednak nie miało prawa przyczynić się do anihilowania siły żywej. "To na pewno amerykańscy robotnicy na służbie u nazistów dokonywali sabotażu i przez to łódź nie działa...", a to pomyślawszy natychmiast łódź opuściłem aby dokonać manewru skoku przez burtę. "Ci Niemcy mają łeb na karku...", po czym musiałem pojawić się ponownie. Doświadczywszy jednak wcześniej mankamentu kółek na mapie doszedłem do wniosku, że mogę pojawić się swoim żołnierzem znacznie bliżej punktu oporu - to była plaża. Ale dlaczego moi towarzysze broni błyskawicznie drgając niczym wahadło zegara czołgali się na plaży? To zobaczywszy podjąłem próbę - jak przystało na Rambo zdobycia plaży w pojedynkę, upewniwszy się, że nie uzyskam dostatecznej pomocy od innych żołnierzy amerykańskich. Wielce odbiegała sceneria od epickich opowiadań czy też scenariuszy filmowych, dlatego też strapiło mnie to. Biegnąc tak szybko, jak to tylko możliwe, robiąc dla uniknięcia ognia snajperów niezliczone piruety dostałem się pod bunkier, z którego o dziwo nikt nie strzelał. Chcąc jednak nie mieć na pieczy możliwości niespodzianki w postaci wychodzących ze środka wojowników nazistowskich z całą nienawiścią wrzuciłem przez okno mój komplet granatów, nikogo nie zabiwszy pobiegłem dalej. Począłem wspinać się pod górę, kiedy nagle z przerażeniem ujrzałem oddział złożony z kilku wrogów, którzy najwyraźniej przybierali adekwatną do inteligencji pozycję bojową - leżącą. Z całym impetem napadłem ich, a przed śmiercią zabrałem ze sobą do piekła dwóch barbarzyńskich hitlerowców. Podobnie się miały losy kilku następnych wypraw, do czasu, kiedy ku całkowitej kontentacji nie zasiadłem przy sterach czołgu, wjazd którym przez krętą lewą stronę wydał mi się nie możliwy. Wyruszywszy spod miejsca pojawienia się owego wehikułu pośpieszyłem niczym wichura, chcąc zderzyć się z wrogiem jak najprędzej. Transportując się przez plażę, nie ważąc na pozornie drobne przeszkody terenowe szybko zwrócił moją uwagę dym, który począł wypełniać przestrzeń wokół silnika pojazdu. Skoro jednak jechałem kilkudziesięciotonowym czołgiem jakie znaczenie mogła mieć dobra przeszkoda w postaci drobnego spadu? Tej myśli się trzymając podjechałem aż na górę, tak szybko jak się dało. Jakby pod wpływem potężnej złości rozpocząłem wcześniej planowaną anihilację, jeden Niemiec, drugi Niemiec, trzeci, czwarty... gdy nagle pojazd przestał się poruszać, obrzucony granatami. Błyskawicznie go opuściłem, zastrzeliłem jeszcze z broni automatycznej jakiegoś wroga, i ni stąd ni z owąd zginałem, a zobaczywszy napis "No4Sniper" orzekłem, że chyba jakiś bóg uczył go strzelać, a nie zdążywszy się ponownie pojawić skończyła się runda. Jako że obecnie często pozwalam sobie latać z lubością wspominam start po raz pierwszy statkiem powietrznym. Nie wiedząc absolutnie, czym sterować, zdradliwa maszyna wraz ze mną wylądowała w oceanie, a prawdziwie usatysfakcjonowany byłem w kilka dni po tym, kiedy pierwszy raz za moim dowodzeniem samolot wzniósł się w powietrze na Wake Island. Proces poznawania podstaw gry trwał kilka miesięcy, doświadczany pospołu z bratem, ostatecznie obaj prześniliśmy się na rozgrywki multiplayer, w którym trwamy po dziś dzień.
Tekst autorstwa Rambo! |
|
Moje pierwsze spotkanie z Battlefieldem 2 Moja historia z tą grą zaczęła się, kiedy miałem 11 lat. Nie pamiętam, kiedy Battlefield 2 wszedł na półki polskich sklepów, ale pamiętam dokładnie, kiedy pierwszy raz zetknąłem się z nim. Było to jakieś dwa lata temu, u kolegi. Ja wraz z chłopakami z okolicy spotykaliśmy się u "Biołego" - pseudo kolegi - grac w ASG. Najczęściej, to on - główny organizator strzelanek - ubierał się ostatni - a w tym czasie dawał nam zagrać przez internet właśnie w Battlefielda 2. Już wtedy wiedziałem, że to gra w której zakochałem się - jak w dziewczynie, od pierwszego wejrzenia. Poprosiłem, więc mamę, aby kupiła mi Battlefielda 2 na urodziny, i tak się stało. Do tej pory uważam, że zrobiła to trochę nieświadomie, ponieważ nie wiedziała, że to gra od 16 lat. Początkowo grałem tylko na jednej planszy i tylko na mapkach z botami jak radzą w instrukcji - cytuję: "To doskonały sposób na zdobycie doświadczenia bojowego, bez narażania się na wyśmianie przez innych graczy zaprawionych w sieciowych bojach" Moją pierwszą mapą, na której grałem była Strike at Karkand. Początkowo, tylko na niej ćwiczyłem rolę snajpera. Był taki okres, w którym grałem tylko szturmowcem, albo tylko medykiem. Ale kiedy posmakowałem ich pozytywnych i negatywnych stron, okazało się, że najlepsza była strzelba mechanika. Niska celność, ale za to na bliski dystans czasami potrafiła być niezastąpiona. W różnych instrukcjach piszą, że jeżeli nie zabije się ze strzelby wroga za pierwszym strzałem, to na drugi braknie czasu, ale to nie jest prawdą. Z doświadczenia, które uzyskałem przez lata gry i przyglądania się innym dłużej grającym, stwierdziłem, że jeżeli opanujemy "sztukę skakania" do perfekcji, to wróg nie ma szans. Idąc do boju nie wolno zapomnieć też o innych elementach uzbrojenia. Nawet do tej pory mam takie sytuacje, w których spokojnie mógłbym użyć granatu, ale ja niczym odruchowo strzelam nadal z broni głównej. Aby być dobrym graczem trzeba oduczyć się takich rzeczy. Kiedy byłem już trochę obeznany i mapka w mieście zaczęła mi się nudzić, począłem wychodzić w dalsze podróże. Pamiętam, kiedy uczyłem się sterować amerykańskim Blackhawkiem. Było to na mapie Operation Clean Sweep. Uznałem wtedy właśnie tą maszynę za jedyną nadającą się do nauki latania śmigłowcem. Helikoptery szturmowe, takie jak Cobra były wtedy dla mnie jeszcze za trudne do opanowania, abym mógł cokolwiek, zdziałać - po prostu były za zwrotne. Kiedyś w wakacje zapytałem mojego brata ciotecznego czy zna taką grę jak Battlefield 2. On odpowiedział mi, że owszem, zna taką grę, a nawet ją ma. Oboje od razu złapaliśmy podnietę, i ustaliliśmy, że jak pojedzie do siebie - do Krakowa - to wyśle mi nazwę jakiegoś serwera, i sobie będziemy grać. Nie wiem, dlaczego, ale wyżej wymieniony kolega - Bioły nie chciał grać z nami mimo tego, że go namawiałem. Teraz, kiedy zaczął się rok szkolny, nie miałem czasu, i zaprzestałem gry w Battlefielda 2, ponieważ sporadycznie udaje mi się siąść do komputera. Ale w ferie, które już niebawem się rozpoczną - w województwie Lubelskim są to dwa ostatnie tygodnie lutego - znowu będę miał czas zrelaksować się. Zasiądę przed moim małym światem Battlefielda, i włączę komputer z satysfakcją, że zaraz zabiję paru "złych" kolesi.
Tekst autorstwa: Maciekoszatyński |
|
Mój pierwszy dzień z Battlefieldem 2: Po wejściu na serwer z mapą na której grali rebelianci i Specnaz, dołączyłem do drużyny na ślepo oraz odrodziłem się na SL. Cały świat battlefielda szczerze mnie zaskoczył. Od textur Dragunova po rebeliantów. Nie mogłem oderwać oczu ale cóż, nie czas na zachwyty tylko na walkę. Pierwszym poleceniem od mojego SLa było trzymaniu się nisko oraz być cicho. Jednak olałem to i zacząłem krwawą serię killów. Na mnie. Odradzam się w głównej bazie. Patrzę przed siebie i widzę TANKa! No to ponownie zaczynamy "karanie botów". Obrałem kurs przez mało uczęszczane ścieżki i drogi. Ucieszony, że zrobię krwawą masakrę, zebrałem trzy pociski z RPG. Cheaterzy i tyle. Czas na inną klasę: komandos. Rozpoczynając moją podróż z buta, nadal nie wiedziałem wszystkiego. Docierając do ostatniej flagi, pomyślałem że podłożę nieco c4 i zrobię little ambush. Ciągle naciskałem przycisk rzucania, a kiedy skończyło się c4 rozerwałem się w bardzo efektywnym stylu. Znów się odradzam i ujrzałem pięknego, nie używanego Hinda. Startuję, i o dziwo spokojnie wzniosłem się w powietrze. Powoli ruszyłem wprzód i zauważyłem pick-upa rebeliantów. Zaczynamy little party. Przetrzymał moją serię nie celnych rakiet, poczym otworzył do mnie ogień z kma. Z paniki wrąbałem się w żurawia. Zdarzały się też przypadki wielkich wygranych, jak i "pyrrusowych zwycięstw" i porażek, jednak Bf2 to jedna z nie wielu gier, które mnie wciągnęły
Tekst autorstwa: tommygun8
|
To już ostatnia praca w konkursie. Zapraszam do oceniania.


















